czytaj z zosią

Czytaj z Zosią #40

Akcja czytelnicza „Czytaj z Zosią” promująca rodzinne czytanie i wywoływanie w dzieciach zainteresowania literaturą – i to już od najmłodszych lat. Część 40.
 
W czterdziestym już wydaniu serii „Czytaj z Zosią” przedstawimy Wam mnóstwo interesujących książeczek od wydawnictw: Skrzat, Egmont oraz Znak. Będzie ekscytująco, wzruszająco, edukacyjnie i miło. Zapraszamy!

Seria „Do Uszka Maluszka”

do uszka maluszka

Sześciotomowa seria kartonowych książeczek skierowanych do maluchów, które poznają pierwsze słowa albo uczą się wyrazów dźwiękonaśladowczych i prostych zdań oraz do tych, które po prostu lubią obcować z kolorowymi książeczkami. Ich autorką jest Izabela Michta, której wcześniejsze książki malutka Zosia prezentowała w piątej części cyklu, nieco ponad dwa lata temu.

Książeczki te przybyły do nas już kilka tygodni temu i błyskawicznie stały się ulubieńcami Zosi. Przez długi czas przed snem czytaliśmy tylko je – doszło do tego, że młoda poznała je już prawie na pamięć, a jeśli śledzicie nasze instastories, mogliście już być tego świadkami. Sama bardzo szybko polubiłam te książeczki – głównie za inteligentną treść i dodatkowy walor edukacyjny.

Tym, co nie do końca mnie jednak przekonuje, jest warstwa graficzna serii. W porównaniu do dziecięcych propozycji innych wydawnictw, ta od Skrzata wypada naprawdę blado. O ile bardzo podobają mi się żywe kolory w tych książeczkach, o tyle rysunki są po prostu kiepskie. Nieładne postacie ludzkie plus nienaturalnie zaprezentowane ciała dają niezbyt estetyczny efekt. I jest to o tyle bolesne, że „Do Uszka Maluszka” jest serią merytorycznie bardzo dobrą, ale wiele osób może nie zwrócić na nią uwagi pośród mnóstwa pięknie wydanych książeczek.

Moja rada? Schowajmy swoje gusta do kieszeni i powiedzmy otwarcie, że wygląd to nie wszystko. Zośka na przykład pokochała tę serię za treść i uwielbia bawić się i „pracować” z tymi książeczkami, nawet jeśli nie wyglądają tak ładnie, jak książeczki innych wydawnictw.

A co się kryje w środku? Krótkie opowieści z życia, które uczą dzieciaki prostych zdań i wyrazów dźwiękonaśladowczych. To świetna zabawa, gdy wspólnie powtarza się te wszystkie „szast prast”, „bęc”, „puk, puk” i „ding dong”. Co ciekawe, autorka zadbała o to, by niektóre wyrażenia powtarzały się na przestrzeni kilku książeczek, dzięki czemu małe mole książkowe mogą je sobie utrwalać i kojarzyć z różnymi sytuacjami. Uważam, że to bardzo ważne, żeby dziecko wiedziało, że te same dźwięki mogą pojawiać się w różnych miejscach i mogą je wydawać zupełnie inne osoby czy przedmioty.

Bardzo polubiłyśmy z Zosią tę serię, bo jest nie tylko pełna barw, ale przede wszystkim bawi i uczy jednocześnie. Dla mnie, jako rodzica, bardzo ważne jest, by w biblioteczce dziecka pojawiały się także książeczki, które kryją w sobie wartościową treść i mogą malucha czegoś nauczyć. Dźwiękonaśladownictwo to połączenie miłej zabawy z pracą nad rozwojem mowy – czy można chcieć więcej?


Iniemamocni 2. Kocham ten film

iniemamocni 2 kocham ten film

Kolejna książka z serii „Kocham ten film”, która trafiła do naszych zbiorów po „My Little Pony”, „Pięknej i Bestii” oraz „Gdzie jest Dory?”. Tym razem przenosimy się do świata rodziny Iniemamocnych, których losy kolejny już raz możemy oglądać na dużym ekranie, w filmie „Iniemamocni 2”.

Historia jest prosta – władzom przestaje podobać się, że Iniemamocni działają w mieście, dlatego też Elastyna – czyli mama – próbując ratować ich dobre imię, wyrusza w samotną walkę z przestępczością, podczas gdy na jej męża spada obowiązek zaopiekowania się dziećmi. Szybko jednak okazuje się, że cała rodzinka znów będzie musiała połączyć swoje siły, aby wspólnie stanąć do walki ze złem i występkiem. Jak pewnie się spodziewacie, jeśli znacie poprzednią opowieść o tej ekipie, momentami będzie zabawnie, ale też emocjonująco.

Opowieść o nowych przygodach rodzinki Iniemamocnych jest lekka i łatwa do przyswojenia przez dzieciaki. Mnie odrobinę nużyła, ale też nie ja jestem tutaj grupą docelową, dlatego też tym przejmować się nie musicie. Sama poleciłabym tę książkę dzieciakom 7+, bo młodsze niewiele z niej wyciągną, ciemna kolorystyka raczej ich nie zachęci, a i sama historia może zostać przez nie niezrozumiana.

Jak to zwykle w przypadku książek na podstawie filmów Pixara bywa, także tutaj zaserwowano nam świetną warstwę graficzną. Ilustracje są żywe, mocne, pełne barw i detali, co z pewnością da wielką radochę dzieciakom. A że przy okazji jest to opowieść, której filmową wersję można znaleźć aktualnie w kinach, tym bardziej warto sprawić pociechom frajdę i zafundować im taką książkę.

Polecam, szczególnie fanom kultowych animacji, bo do takich z pewnością zaliczają się właśnie przygody Iniemamocnych.


Mitologia. Przygody słowiańskich bogów

mitologia przygody słowiańskich bogów

W serii ART Egmont ukazało się kilkadziesiąt książek, których uroda czyni je małymi dziełami sztuki. Nie inaczej jest z widoczną na zdjęciu słowiańską mitologią, którą zachwyca się Zośka, zachwycam się ja i zachwycają się wszyscy, którzy przeglądają ją podczas odwiedzania nas. Autorką książki jest Melania Kapelusz, natomiast za ilustracje odpowiada Ewa Poklewska-Koziełło.

Ze zbioru dowiadujemy się m.in. jak powstał nasz świat i skąd wziął się człowiek, poznajemy takie postacie, jak Świętowit, Perun, Swaróg czy Strzybóg oraz odkrywamy historię pradawnego drzewa świata i boskiego konia z Arkony. Chciałabym powiedzieć, że większość z nich powinniśmy już znać, ale prawda jest taka, że w szkołach mitologia słowiańska jest zaniedbywana, dlatego m.in. dopiero dzięki takim książkom nasze pokolenie może poznawać ważne dla naszej kultury opowieści, a przy okazji zapoznawać z nimi dzieci.

Tym, co oczarowuje w pierwszej kolejności, jest oczywiście warstwa graficzna książki. Ewa Poklewska-Koziełło ma bardzo specyficzną kreskę, która może nie przemówić do każdego, ale mnie akurat zachwyca, szczególnie w połączeniu z mnóstwem intensywnych barw, które wręcz wylewają się z tej książki.

Uważam jednak, że wartość tej publikacji nie zamyka się tylko na jej wyglądzie, bowiem sama jej treść jest szczególna. Opowieści tutaj zamieszczone są mądre i silnie zakorzenione w naszej kulturze. Nieraz można się przy nich zaśmiać, przerazić czy zaskoczyć, ale przede wszystkim uczuciem towarzyszącym lekturze jest czysta fascynacja.

Moi rodzice dbali o to, bym znała mitologię słowiańską i cieszę się, że dzięki tej pięknej książce i ja mogę przekazywać wiedzę dalej. Wam polecam zrobić to samo.


Mój wielorybCudowna wyspa dziadka

benji davies książki

Wydawnictwo Znak Emotikon ma w swoich zbiorach mnóstwo interesujących książek dla młodzieży, ale dla dzieciaków w wieku Zośki nieczęsto znajdowałam coś w jego ofercie. Tym razem jednak piękne okładki książek Benjiego Daviesa zwróciły moją uwagę i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Zaopatrzyłam się w obie publikacje, „Cudowną wyspę dziadka” oraz „Mojego wieloryba”, i – ach! – tak się cieszę, że te książki trafiły do biblioteczki Zosi, bo są prawdziwymi cudeńkami.

„Cudowna wyspa dziadka” to wzruszająca opowieść o godzeniu się ze stratą. Ilekroć ją czytamy, w moich oczach tańczą łzy. Historia jest krótka i nieskomplikowana, a jednak niesie ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny i dociera do wrażliwych części ludzkiej duszy.

Mnóstwo w tej opowiastce przygód i barw, ale to, co najważniejsze, nie zostaje wypowiedziane głośno. Dlatego ważne jest, by czytać tę książkę razem z dzieckiem i rozmawiać z nim o tym, co pokazane i co nie. Tak ważkie tematy wymagają bowiem, by poświęcać im szczególną uwagę.


„Mój wieloryb” to z kolei opowieść o samotności. Trafiać ona powinna przede wszystkim do dorosłych, którzy często nie dostrzegają, jakie uczucia targają ich dziećmi. Same dzieci dostrzegą tu przede wszystkim piękną opowieść o potrzebie bliskości i zawiązywania przyjaźni. To wszystko ukryte jest w króciutkiej historyjce, którą poznaje się z gardłem ściśniętym wzruszeniem.

Książki Benjiego Daviesa są absolutnie przepiękne! I nie chodzi tu tylko o urokliwe ilustracje, ale przede wszystkim o bogactwo treści. Zdumiewające, ile mądrości i emocji można zawrzeć w tak krótkich historiach! Koniecznie dołączcie je do książkowych zbiorów swoich dzieci. Rzadko rzucam stwierdzeniami, że coś jest „pozycją obowiązkową” w biblioteczkach małych czytelników, ale w tym przypadku rzeczywiście tak jest – nie zawiedziecie się tymi książkami, gwarantuję!


To już wszystkie książki, jakie dla Was dzisiaj miałyśmy. Było ich całkiem sporo, więc mam nadzieję, że każdy z Was znalazł wśród nich coś interesującego dla siebie i swoich dzieciaków. Dajcie znać, które zainteresowały Was najbardziej.

zaczytanki recenzje książek

Polub nas na facebooku:

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *